
DWIE OPOWIEŚCI
Pierwsze moje spotkania to początkowe lata osiemdziesiąte ubiegłego stulecia, na starym żydowskim kirkucie w rodzinnym Tarnowie. Ogromnie zaniedbany cmentarz, setki pochylonych macew, trudne do przebrnięcia chaszcze. Oplatające, ekspansywne bluszcze, dzikie koty, świat niby w samym centrum miasta a jakby zapomniany przez wszystkich, omijany, nie zauważany, prawdziwe gruzowisko kamieni. Pojawiałem się tam kilka razy, poznawałem kulturę, która odeszła w zapomnienie. A przecież kilka dziesiątek lat wstecz tarnowskie bruki tętniły pod podeszwami trzewików. Długie, czarne chałaty były czymś normalnym, głowy nakryte jarmułką, a na nich kapelusze. Brody. Przygarbione postacie. Charakterystyczne kamieniczki przy ciasnych, niezwykle klimatycznych uliczkach Żydowskiej i Wekslarskiej. Poszukiwania przy starych wejściowych drzwiach śladów po mezuzach. Ruina Bimy po zburzonej Starej Synagodze, budynek Starej Łaźni. Przecież wystarczy przystanąć, rozejrzeć się.
Przed dwunastu laty przy kamienicy na ulicy Wałowej pojawiła się pewna postać. Postawny, sędziwy mężczyzna w berecie na głowie, z ulubioną fajką w dłoni, z bystrym, przenikliwym wzrokiem ukrytym za grubymi oprawkami okularów. Po latach patyna czasu robi swoje, dziś nierzadko spacerując tym ciekawym deptakiem łatwo tę postać przeoczyć. Poniższe zdjęcie wykonałem kilka dni po odsłonięciu pomnika. Brąz z którego został on wykonany lśnił wówczas nowością. Poła marynarki odkrywa przed nami fragment wiersza zatytułowany: ,,Pieśń o Bożych zegarach”. Wielokrotnie powracałem do tych słów. Polecam szczerze. Postać ta, to Roman Brandstaetter, poeta, dramaturg, tłumacz. Postać wybitna, jeden z największych Tarnowian. Z niesamowitymi kolejami losu, niezwykłą historią, przebogatą spuścizną literacką.

A później pojawiły się bruki krakowskiego Kazimierza, ulica Górna w Leżajsku… kolejne spotkania, fascynacje, zadziwienia. Niektóre z tych chwil starałem się utrwalić, zatrzymać.
I nadszedł miesiąc wrzesień tego roku, kiedy ukazała się informacja o kolejnej edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego organizowanego przez Stowarzyszenie Fotograficzne ,,Przeciw Nicości”, zatytułowanego ,,Polska jest piękna”. Wysłałem swoje zdjęcia. Obrazy chasydów. Miejsc, którymi jestem oczarowany od lat. Ogromną radością napełnia mnie fakt, że jedno ze zdjęć zostało dostrzeżone przez Kapitułę konkursu i wyróżnione. Jedną z nagród była możliwość wydania albumu autorskiego. Decyzja mogła być tylko jedna. Całość poświęcę chasydom. I właśnie album ten dotarł do mnie. Niezwykła, wzruszająca była ta chwila.

Postem tym powracam do wspomnień dalszych i bliższych. Jak słowa w przywołanej powyżej ,,Pieśni o Bożych Zegarach” – ,,nic się nie dzieje przedwcześnie, nic się nie dzieje za późno, i wszystko się dzieje w swym czasie… wszystko ”

Zapraszam więc jakby równolegle na dwie opowieści. Opowieść Romana Brandstaettera (fragmenty pochodzą z tomu zatytułowanego: ,,Krąg Biblijny”) o swojej młodości, o pierwszych zetknięciach z Pismem Świętym, ulicach mojego rodzinnego Tarnowa, oraz mojej opowieści zawartej w obrazach chasydów. I nawet jeśli czasem tekst dominuje nad ilustracjami, to tym bardziej pragnę ukazać szacunek do Człowieka, Rodziny, Tradycji, Wiary, Modlitwy, Słowa. Myślę, jestem wręcz przekonany, że zdjęcia te nigdy by nie powstały, gdyby nie te zdarzenia o których wspominam we wstępie. One są jakby dopełnieniem tego co we mnie od lat. To coś bardzo osobistego.

,,Pismo Święte Starego Testamentu było z początku – podobnie jak Ewangelia – opowiadane. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, drogą ustnej tradycji, zostało spisane w pewnej epoce naszych dziejów, przeszło przez filtry różnych redaktorów, aż dotarło do nas w kształcie dzisiaj nam znanym. Nie mam zamiaru na tym miejscu dokonywać analizy oralnego stylu Starego Testamentu i jego poetyki, która ułatwiała ustne przekazywanie tekstu w sposób najbardziej ścisły, pragnę tylko podkreślić niewątpliwy fakt, że synowie Izraela słowo biblijne z początku słyszeli, a nie czytali. Myśl Boża przenikała w nich przede wszystkim przez zmysł słuchu, który mieli zawsze wyczulony na wszelkie głosy zewnętrzne i wewnętrzne. Zanim ujrzeli Księgi Święte spisane na miedzianych, papirusowych i pergaminowych zwojach, określone kształtem liter biegnących równym szeregiem od strony prawej do lewej, mieli je w uszach i kształcie dźwięków, głośno wypowiadanych i śpiewanych przy akompaniamencie muzycznych instrumentów. Dźwięk i towarzysząca im gestykulacja rąk i mimika – oto środki pierwotnego przekazu Świętych Ksiąg. I takie było również moje pierwsze spotkanie z Biblią, albowiem zanim sam zacząłem ją czytać, znałem cały Pięcioksiąg z opowiadań mojego dziadka. Widzę go siedzącego w fotelu, a siebie na jego kolanach. Słyszę równy, melodyjny głos opowiadający o Adamie i Ewie, o Abrahamie i ofiarowaniu Izaaka, historię Jakuba i jego synów, dramatyczne dzieje Józefa, zakończone happy endem, który jak każdy radosny finał w dziejach ludzkich był zarazem początkiem tragicznych nieszczęść. Potem następowała wzruszająca gawęda o niemowlęciu znalezionym w kobiałce na wodach Nilu, rozmowa z Panem w krzaku ognistym, wyjście z Egiptu, przejście przez Morze Sitowia, i tak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień ciągnęła się ta historia zagęszczona burzliwymi przygodami i cudownymi zdarzeniami, a ponieważ dziadek, opowiadając mi dzieje biblijne, postawił warunek, że każdą jego opowieść muszę powtórzyć własnymi słowami – oto jak powtarzała się przede mną, na żywo, w błyskawicznym skrócie, tradycja ustnego przekazu – opowiadania starca, przeplatane moimi powtórzeniami, trwały ku mojej radości przez długie, długie miesiące. Gdy teraz po wielu dziesiątkach lat czytam Świętą Księgę, wydaje mi się, że nie czytam jej, lecz słyszę głos dziadka, i wsłuchuję się z napięciem w jego równy, melodyjny głos, opowiadający mi dzieje biblijne tak, jak były opowiadane w namiotach koczującego Jakuba„.

O pradziadku.
,,Nie znałem go. Umarł jako stuletni starzec dwa lata przed moim urodzeniem. Jednak dzięki opowiadaniom mojego dziadka i ojca pradziad urósł w mojej chłopięcej wyobraźni do rozmiarów biblijnego patriarchy i w tej postaci utrwaliwszy się raz na zawsze w mojej pamięci, ukształtował moje widzenie wielu odległych i tajemniczych wydarzeń, których bez jego udziału byłbym może nigdy nie zrozumiał. Było mu na imię Abraham. Pochodził z Sefardów. Urodził się w Warszawie a później przeniósł się z rodziną do ówczesnej Galicji i osiadł w Tarnowie. Mój pradziadek był człowiekiem bardzo pobożnym, gorliwym chasydem, zwolennikiem dynastii cadyków z Góry Kalwarii. O jego pobożności krążyły budujące opowiadania. Dziadek mój, który dla swojego teścia żywił głęboki szacunek, opowiadał mi różne zdarzenia z jego życia, świadczące o jego bogobojności, mądrości i gościnności, a przede wszystkim dobroci. To mój pradziadek nauczył mnie zza grobu przeżywać Biblię jako zjawisko nieustannie obecne. Pamiętam jak pewnego dnia zabrał mnie ojciec na kirkut. Zatrzymaliśmy się przed prostym grobem, obrosłym dziką akacją. Na cokole wypisane były hebrajskimi literami słowa, które starałem się bezskutecznie odczytać. – tu leży twój pradziadek Abraham. Pomódl się… rzekł ojciec zniecierpliwiony moim nieumiejętnym sylabizowaniem hebrajskich spółgłosek niezaopatrzonych w masorecką punktację, co utrudniało mi odczytanie tekstu”.

Na tym samym cmentarzu znajduje się też grób Dawida Mordehaja Brandstaettera, dziadka poety, Romana. Dawid jest uważany za twórcę języka nowohebrajskiego, który stał się urzędowym językiem Izraela. Brandstaetter pierwszy zaczął tworzyć w tym języku. Był bardzo znany. Uznawano go za jednego z najmądrzejszych galicyjskich Żydów.

,,Jest lipcowa noc. Na moim biurku leży Pismo Święte. Wyciągam po nie rękę. Przypływ przeszłości pod działaniem tego gestu jest tak żywiołowy, że nie umiem go sobie wyobrazić bez skojarzenia mojej wyciągniętej ręki z pobrużdżoną zmarszczkami ręką dziadka, sięgającej po oprawny w czarne płótno tom hebrajskiej Biblii. Biblia leżała na biurku mojego dziadka. Biblia leżała na stołach moich praojców. Nigdy w bibliotece. Zawsze na podręczu. W naszym domu nikt Biblii nigdy nie szukał, nigdy również nie słyszałem, aby ktokolwiek pytał, gdzie ona leży. Wiadomo było, że u dziadków na biurku, u nas na małym stoliku obok fotela, w którym wieczorami zwykł siadywać ojciec. Miejsce, na którym leżała Biblia, było dla mnie miejscem wyróżnionym. Gdyby mnie wówczas spytano, w czym upatruję owo wyróżnienie, na pewno nie umiałbym odpowiedzieć, mimo to odczuwałem niezwykle wyraźnie nadzwyczajność tego miejsca. Było ono dla mnie środkiem całego mieszkania, wyniesionym wysoko nad całe mieszkanie, punktem, dokoła którego wszystko się obracało. Gdy ojciec wieczorem czytał Biblię, chodziłem po pokoju na palcach. Dziadkowi nigdy bym się nie ośmielił przerwać jej lektury. Obaj byli dla mnie w takich chwilach naznaczeni przywilejem nietykalności. Od najmłodszych lat byłem świadkiem nieustannej manifestacji świętości tej Księgi, jej kultu i wywyższania. Samo jej otwarcie jest już aktem doniosłym. Ojciec opowiadał mi, że pradziadek ilekroć sięgał po Biblię, mył uprzednio ręce i modlił się o łaskę mądrego czytania. Mój pierwszy nauczyciel języka hebrajskiego bił mnie linijką po dłoni, gdy ośmieliłem się dotknąć palcem świętych liter Pięcioksięgu”.
,,Dziadek od wczesnej młodości zapisywał drobnym, hebrajskim pismem na wewnętrznych stronach okładek Biblii, a potem na wklejonych do niej arkusikach papieru, przyciętych z pedantyczną dokładnością do rozmiarów Księgi, daty śmierci swoich przodków i najbliższych z rodziny. Były to kronikarskie zapiski o śmierci jego prapradziadków, pradziadków i dziadków. Praprababek, prababek, i babek, stryjów i wujów, braci stryjecznych, dzieci, wnuków, a na koniec mojej babki. Gdy wpisywał jej imię – stałem właśnie obok niego – zapytałem:
– dlaczego zapisujesz w Biblii imiona umarłych?
– bo jest księgą żywych – odparł, nie przerywając pisania”.

,,Wieczory poświęcone wspólnemu czytaniu Pisma Świętego należą do moich najpiękniejszych wspomnień z czasów chłopięctwa. Dziadek i ja siedzieliśmy w jadalnym pokoju, dziadek w fotelu obitym skórą, ja na krześle. Krąg światła spod umbry gazowej lampy – była przerobiona z naftowej – padał na stół i na otwartą przede mną Biblię. Dużych rozmiarów zegar, stojący w kącie, równomiernie tykał i co kwadrans sennym biciem odmierzał czas. A potem pokój zalegała cisza pachnąca rodzynkami, tłuczonym cynamonem i goździkami, które babka przechowywała w kredensie. Tego wieczoru dziadek położył dłonie na poręczach fotela i rzekł:
– Czytaj powoli i wyraźnie. Nie połykaj liter. Wejdź w siebie i miej na uwadze, że czytasz Pismo Święte.
Po tym łagodnym upomnieniu, wypowiedzianym z lekka drwiącym tonem, dostrzegalnym raczej w modulacji głosu niż w samej treści wypowiedzianego zdania – zacząłem czytać, jak mogłem najwyraźniej.
Dziadek zamyślił się.
Do pokoju weszła babka. Trzymała w rękach misę z jabłkami. Widząc dziadka pogrążonego w myślach, cofnęła się i cicho zamknęła za sobą drzwi. W pokoju został przez chwilę szelest jej atłasowej sukni.
Później babka weszła ponownie do pokoju i postawiła na stole misę z jabłkami, po czym otworzyła drzwi kredensu, wyjęła talerzyk z rodzynkami i postawiła go obok mnie na stole. Zegar wybił kwadrans. I znów zaległa cisza pachnąca rodzynkami, tłuczonym cynamonem i goździkami”.

,,Chyba byłem w siódmej klasie gimnazjalnej. Pewnego wiosennego dnia dziadek i ja wybraliśmy się na przechadzkę za miasto, w kierunku Góry św. Marcina. Minęliśmy plac Sanguszków, położony w głębi pięknego, starego parku wśród czerwonych buków i platanów, i wyszliśmy na drogę wysadzaną dzikimi jabłoniami. Pięła się falującym garbem do podnóża góry, na której szczycie wznosiły się wyszczerbione, ceglaste ruiny zamku Tarnowskich.
Dziadek przystanął.
– jest tak pięknie, że warto pomówić o Biblii – powiedział. I począł mówić o sztuce jej czytania.
Monolog dziadka mam żywo w pamięci, chociaż nie jestem pewien, czy go w całości wypowiedział podczas naszej przechadzki, na drodze wysadzanej dzikimi jabłoniami. Prawdopodobnie niektóre jego sformułowania, pochodzące z późniejszego okresu – do tego tematu wielokrotnie jeszcze w przyszłości wracał – podświadomie połączyłem ze sobą w zamkniętą całość, kierując się wrodzoną mi skłonnością do jedności czasu, miejsca i akcji. Zresztą wyznawany przeze mnie czas – każdy jest wyznawcą swojego własnego czasu – odmierzam treścią, którą w sobie zawiera, dlatego dla mnie dwa zdarzenia, nawet od siebie odległe w czasie, jeżeli wyrażają identyczną treść, dzieją się zawsze równocześnie.
– Symeon ben Jochaj zwykł mawiać, że każde słowo Pisma kryje tajemnicę – mówił dziadek – a ponieważ do tajemnicy wiedzie zazwyczaj wiele dróg, staraj się Biblię czytać na różne sposoby. Niekiedy czytaj ,,z mędrca szkiełkiem i okiem”, badaj uważnie każde słowo tekstu, innym zaś razem popuść wodze wyobraźni i rozważaj z bystrością nieco mniej badawczą i wyostrzoną, ale za to z sercem bardziej otwartym, na wypadki dziejące się na kartach Księgi. Za każdym razem odnajdziesz w tych fragmentach inne wartości. Jeżeli przeczytasz ten i ów rozdział dwadzieścia razy, powinieneś przynajmniej dziesięć razy czytać go inaczej i za każdym razem odkrywać w nim inne obszary. Nigdy jednak nie bądź pewny, że dotarłeś do właściwego jego sensu, do sedna sprawy. Nie popadaj w popłoch, jeżeli za każdym czytaniem inne wartości wydobędziesz z tego samego tekstu, nawet takie, które sobie nawzajem przeczą. Biblia jest żywiołem bez dna i granic. Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych, pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. Dlatego nie zrażaj się, jeżeli w Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od Ciebie również nie rozumieli wszystkiego. Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się twojej uwadze. Ten sam rozdział czytać będziesz wielokrotnie i nie wpadniesz na ślad tego, czego szukasz, aż nagle, za którymś razem, nie tylko otrzymasz jasną odpowiedź na trapiące cię pytania, ale trafisz na dotychczas niezauważone przez ciebie pokłady obrazów i myśli, i wtedy ujrzysz to, co było całkowicie zasłonięte przed tobą podczas wszystkich poprzednich lektur. Biblia jest podobna do Boga. Nie pozwala, by ją poznawano i zgłębiano do samego dna.
I to jest wszystko, co zachowałem w pamięci i monologu dziadka o sztuce czytania Biblii. Wskazówki te stały się dla mnie drogowskazem podczas każdorazowej lektury Księgi, ochroniły mnie przed niejednym błądzeniem i zaoszczędziły mi wielu rozczarowań. Dlatego zawsze z uczuciem rozrzewnienia wracam do wspomnień o tej podmiejskiej przechadzce, do czerwonych buków i platanów, i drogi wysadzanej dzikimi jabłoniami, i do starca, którego wysoka postać rzuca dobry cień na moje dzieciństwo i pierwszą młodość. Pamięć jest jak westchnienie”.

I na koniec kilka słów o albumie. Tworzył się, urealniał przez tygodnie. Liczy 64 strony. Format A4. Zawiera kilkadziesiąt dla mnie ważnych fotografii. Wypowiedziałem przed kilkoma dniami słowa, że jest on bardzo mój. Prywatny, imienny, jakby zastrzeżony dla mnie. To wielka satysfakcja i czysta radość. Ukazuję w nim świat o którym czytałem, poznawałem go przez lata. By tego dotknąć, zmierzyć się, by niejednokrotnie poszukać w sobie odwagi. Może spoglądając na moje zdjęcia, ktoś w obrazie sędziwego chasyda dostrzeże jakiegoś dziadka, podobnego do dziadka Romana Brandstaettera. A może w młodym licu ktoś będzie upatrywał podobieństwo do Autora z czasów młodości, zasłuchanego w dziadkowych opowieściach. Pragnę by te opowieści przenikały się. Uzupełniały. Dopełniały.


Pragnę na koniec Serdecznie Podziękować Pani Lucynie Romańskiej – Prezes Stowarzyszenia Fotograficznego ,,Przeciw Nicości”.
Za życzliwość, ogromny wkład i zaangażowanie by album ten mógł powstać oraz by oddał to co w moim sercu. W Pani osobie spotkałem czułego, wrażliwego słuchacza. Jestem ogromnie Wdzięczny za cały trud, za mnóstwo ciepłych, konstruktywnych rad. Dzieliła Pani się ze mną swoją wiedzą i doświadczeniem. To bezcenne. DZIĘKUJĘ.

Zakończę słowami Romana Brandstaettera z Jego ,,Przypadków mojego życia”, zbioru luźnych krótkich opowiastek. Bo przecież mój album zatytułowany ,,Chasydzi” to właśnie moje skromne dzieło.


Nieubłagane oczy czasu
,,Gdy po długiej pracy ukończyłeś swoje dzieło, pracę nad nim rozpoczyna nieubłagany czas, który czyni z nim wszystko, cokolwiek zechce. Może je uśmiercić i powtórnie przywrócić do życia, może je pogłębić i spłycić, przydać mu blasku lub przyćmić, odmienić jego sens i wartość. Ukończywszy swe dzieło nigdy nie mów, żeś je ukończył. Bądź rad, jeżeli spośród wielu twoich dzieł jedno znajdzie umiarkowaną łaskę w nieubłaganych oczach czasu”.

Szczerze polecam literaturę Romana Brandstaettera. To postać z pogranicza kultur, człowiek ,,podwójnej świadomości”. Po jego śmierci w jego mieszkaniu znaleziono menorę, na której zawiesił różaniec. Tak połączył dwa symbole wiary, w której się urodził i którą odkrył.

Siadając do tego wpisu, dzieląc się radością mam skromną nadzieję, że może i przed kimś z Was odkryję postać tego niezwykłego Człowieka.

A skoro za dni kilka czas Pięknych Świąt Bożego Narodzenia, proszę przyjmijcie życzenia, by ta wyjątkowa noc oraz podobne dni przyniosły Wam wiele radości, spokoju i szczęścia. Dużo Dobra dla Was.
Beata
18 grudnia 2020 06:15Z całego serca gratuluję wygranej w konkursie i wydania tego PIĘKNEGO albumu. Opowieści poruszające i świetnie dobrane – przeczytam do końca w przerwie świątecznej, bo do takiej lektury trzeba spokoju. Pozdrawiam ciepło Braciszku.
admin
18 grudnia 2020 17:50Dziękuję Siostrzyczko

Spoglądając na rozmodlenie ludzi (w tym wypadku chasydów) nie sposób by przejść obojętnie i nie przywołać choćby takich opowieści. To ma zawsze mocne, trwałe podstawy. Nie przychodzi samo. Oczywiście znakomicie jeśli sam obraz wyraźnie wszystko wyraża, wówczas nie ma potrzeby by komentować, podpowiadać, czy wręcz narzucać swój tok myślenia… Album właśnie taki jest, z przestrzenią do poszukiwań, do dowolnej interpretacji, chociaż oczywiście każda kolejna karta jest starannie przemyślana, z jasnym przekazem. Ale to album, natomiast w tym miejscu postanowiłem poszerzyć o to co od lat mi w sercu gra, o zasłuchane rozmowy, o przeczytane wspomnienia, by ukazany obraz przemówił z większą siłą. Tym bardziej cieszę się, gdy odbiór takich zamierzeń jest pozytywny.
Ściskam mocno
M.
18 grudnia 2020 20:16Dobry wieczór
, Błażej z całego serca Ci gratuluję wydania albumu, gdyż jest on niezwykły i jedyny w swoim rodzaju. Te opowieści są bardzo wciągające. Bardzo wyjątkowy prezent na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia. JESTEM z Ciebie DUMNY. Miłego weekendu 
admin
18 grudnia 2020 20:38Dobry wieczór Michale



Dziękuję za dobre słowo
Dla mnie rzeczywiście album ten posiada niezwykłą moc. A jak ona wielka, mam nadzieję przyszłość pokaże.
Na pewno to kolejne, bardzo ciekawe doświadczenie.
Dziękuję Michale za poświęcony zawsze czas, można na Ciebie liczyć
Pozdrawiam Serdecznie
Beata
2 stycznia 2021 20:11Cieszę się tym bardziej, że byłam obecna kiedy robiłeś niektóre z tych zdjęć. Było zimno i śnieg z deszczem zacinał chwilami. W namiotach poza posiłkiem raczono się mocniejszymi trunkami. Miałam wrażenie, że każdy był w pośpiechu, bo nikt nie chodził tylko biegał. Nie wiem jak Ty zdołałeś uchwycić tak piękne kadry. No cóż, warsztat masz doskonały. A tak na marginesie, to i mnie blisko do Brandstaettera, bo PRZECIEŻ mieszkałam kilka lat na osiedlu jego imienia w Tarnowie. Wspomnienia, ach wspomnienia…
admin
2 stycznia 2021 20:23Oj tak, zimno nie ułatwiało życia
Ogromnie żałuję, że w tym roku nie będzie raczej dane, by doświadczyć tego raz jeszcze. To kolejna przestroga, by wykorzystywać chwile w życiu zdecydowanie efektywnie…
Dziękuję 
Teraz czas na krakowski Kazimierz
Ściskam mocno
Marcin
20 grudnia 2020 18:46Piękny tekst, emocje, informacje, obrazy! Dziękuję i pozdrawiam.
admin
20 grudnia 2020 19:19Bardzo mi miło.
Serdecznie Dziękuję.
Pozdrawiam.
Lucyna Romańska
28 grudnia 2020 22:55Chciałabym bardzo podziękować za ten wpis; po pierwsze w imieniu Stowarzyszenia Fotograficznego „Przeciw Nicości”, które zostało tutaj pięknie uhonorowane. Cieszę się, że Stowarzyszenie ma swój udział w powstaniu tego albumu.
Po drugie; tak osobiście, ponieważ przypomniał mi Pan postać Romana Brandstaettera. Czytałam jego „Krąg biblijny” na studiach i jak się okazało po przeszukaniu półek wciąż mam tę książkę. Pożółkłe kartki i cena 240 zł wskazują, że kupiona została w zamierzchłych czasach. Z przyjemnością wróciłam do jej lektury, a czas Bożego Narodzenia wyjątkowo sprzyja takim biblijnym rozważaniom. Po 33 latach od śmierci autora wydaje się być niesamowite, że jego przyjaciele chcieli nawet starać się dla „Jezusa z Nazaretu” o nominację do Nagrody Nobla. Dzisiaj byłoby to niemożliwe…chyba że książka byłaby obrazoburczym przedstawieniem życia Chrystusa.
admin
29 grudnia 2020 08:50Dzień dobry,
raz jeszcze Serdecznie Pani Dziękuję,
Dziękuję również za ten wzruszający komentarz.
Tak sobie myślę, że skoro coś posiada niezaprzeczalną wartość, to powinno być uhonorowane nawet pośmiertnie. Osoba Autora bowiem pozostaje już w tym na zawsze.
Niezbadane koleje ludzkiego losu, niezbadane koleje historii… to jedna wielka, niekończąca się sinusoida zmian, przemian, powrotów i odejść…
Kolejny raz można dlatego powrócić do słów Romana Brandstaettera z ,,Pieśni o Bożych zegarach”…
,,I wszystko się dzieje w swym czasie, wszystko…”
Pozdrawiam Serdecznie.
Bogusław
1 stycznia 2021 19:00Gratuluję Bracie pięknej nagrody. Jakimś trafem ja też czytałem książkę „Krąg biblijny” Romana Brandstaettera i „Jezus z Nazaretu”. Książki te wywarły na mnie ogromny wpływ. Pięknie napisane o bardzo głębokiej treści i wymowie. Ukazują drogę człowieka jaką pokonuje w poszukiwaniu Boga. Musimy w tym miejscu podziękować i naszej Mamie, na wstępie napisałem (jakimś trafem) ale to nasza Mama w rozmowie podsunęła mi twórczość Brandstaettera. Nasza droga jest indywidualna i prowadzi różnymi ścieżkami ale ważne jest poszukiwanie wpisane w jestestwo każdego z nas. Ile nacji na świecie i religii i jej odłamów i ile kontrowersji międzyludzkich wywołuje słowo Bóg. Chasydzi w tym wszystkim, którzy tak jak widzę Ciebie zainteresowali i którym poświęcasz tyle uwagi i czasu są grupą w świecie bardzo liczną a zarazem hermetyczną ze swoją kulturą i religijnymi obrzędami. Wzbudzają u innych ludzi skrajne nawet emocje. Warto poświęcić im ten czas i przybliżyć ich życie bo każdy wnosi swoją indywidualnością jakiś ożywczy powiew w świecie tak mocno zróżnicowanym w jakim żyjemy. Jeżeli swoim albumem i treścią wzbogaconą o fragmenty z życia wielkiego pisarza, jakim był Roman Brandstaetter, zainteresujesz kogoś i sięgnie po lekturę jaka wyszła spod pióra tego znakomitego pisarza i pogłębi swoją wiarę lub zacznie podobne poszukiwania jak autor, to już to będzie ogromnie dobre osiągnięcie. Zmierzamy w swojej ziemskiej wędrówce do Boga bo od niego wyszliśmy a droga nasza jaka by nie była wyboista i pełna zakrętów i tak doprowadzi nas do wyznaczonego celu. W jakim stylu osiągniętego celu to jest to już tajemnicą Bożego działania, bo każdego z nas Bóg stworzył indywidualistą, ale wzajemna pomoc w poszukiwaniu jest bardzo potrzebna i pomocna. Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnych sukcesów – Twój starszy brat Bogusław.
admin
1 stycznia 2021 20:51Zrobiłeś mi Bracie bardzo wielką przyjemność. Serdecznie Dziękuję za tak bogaty w przemyślenia komentarz. Staram się by jak najczęściej w swoich wpisach odwoływać się do przeczytanych w przeszłości książek. Do wartości w nich zawartych, bo to nierzadko prawdziwe skarbnice wiedzy. Wśród nich musiał pojawić się i tarnowianin Roman Brandstaetter, tym bardziej przy tematyce, którą poruszam. Mam nadzieję, że dla kogoś odkryję tego Wielkiego Poetę. Polecam też szczególnie ,,Przypadki mojego życia”, zawierającą króciutkie opowiastki, pełne refleksji, melancholijnych wspomnień z lat młodzieńczych. Wiele w nich też tarnowskich subtelności i obrazów. Każde wydarzenie w życiu, to pretekst do rozważań nad cierpieniem, zrozumieniem, przebaczeniem, przyjaźnią lub miłością.
Przywołujesz Bracie Mamę. To Rodzice wpajają, uczą Nas wartości, tak jak przekazywał małemu Romanowi Jego Dziadek i Ojciec, o których z tak ogromnym szacunkiem Nam opowiada na kartach swoich książek.
Pozdrawiam noworocznie i Dziękuję
Beata
2 stycznia 2021 20:28Krakowski Kazimierz zawsze czeka na Ciebie.
admin
2 stycznia 2021 20:33Dziękuję
Kazimierz
25 stycznia 2021 16:45Kazimierz Jastrzembski
Jako członek JURY, które oceniało fotografie w konkursie, cieszę się że pana praca żyje, i jak drzewo rozrosło się w album i blog.
Zachęcony pana rekomendacją sięgnąłem po literaturę Romana Brandstaettera , Krąg Biblijny i Jezus z Nazaretu ( w trakcie czytania). Dziękuję za inspirację.
admin
25 stycznia 2021 17:26Dzień dobry,
Bardzo mi miło, Dziękuję.
Zdjęcie nagrodzone, to drobiazg, z których utkane ludzkie życie. Obraz ten już wniósł wiele dobrego, i nadal powoduje, otwiera, uruchamia, stwarza, wszczyna… pięknie Pan określa, że ,,rozrasta się jak drzewo”. Dużo przemian wewnętrznych da owoce nierzadko na zupełnie innych płaszczyznach codzienności.
Osoba Romana Brandstaettera oraz Jego twórczość jest tego znakomitym przykładem.
Pozdrawiam Serdecznie.