Sincos

W zaleznosci od kąta

Obraz test

ZĄB CZASU…

Jedni wstępują przemierzając ,,Śliwkowy szlak”, innych przyciąga sława i renoma pewnej Bacówki przycupniętej pod lasem. Z czystym sercem mogę te miejsca  polecić, choć dziś zaglądniemy w inne, gdzie zapach drewna, gdzie cisza zmusza do refleksji. Tym razem zapraszam na Pogórze Wiśnickie, do małej wioski o nazwie Iwkowa. Pędząc wzdłuż brzegu Jeziora Czchowskiego, spoglądając enty raz na malowniczo położony kościółek w Tropiu,  warto choć raz odbić od głównego traktu, skierować swe kroki do niepozornej, małej wioski. A najlepiej uczynić to na dwóch kółkach, by w mocno pagórkowatym terenie dotlenić znakomicie płuca, doświadczyć  uroku wspaniałego krajobrazu. Swoje kroki w ostatnich latach kierowałem tu kilka razy, zawsze trafiając na prace konserwatorskie, na rozstawione rusztowania. Maleńka, drewniana, cmentarna kaplica nie chciała jakby przede mną  ukazać w pełni swego piękna. Uchylała jedynie po małym kawałeczku, żegnając każdorazowo w niedosycie. Podróżując po kraju – odwiedzając drewniane ,,perełki”- tak wiele z nich zaprasza, kusi swą wspaniałą architekturą, obiecując równie bogate i strojne wnętrza. Wiele innych, ujmujących skromnością, mało ciekawym wyglądem, z daleka już jakby chce przekazać, że nic w nich szczególnego nie spotkamy. Ileż już razy przekonałem się, że za tym prawdziwym kamuflażem kryją się niewiarygodne skarby, owiane tajemnicą. Gdzie każdy detal jest wysmakowany, w których ludowi budowniczy pokazali harmonię duszy człowieka z przyrodą i tęsknotę za oderwaniem się od życia codziennego. Prostota, która wzrusza, zatrzymuje, przemawia.

Podobne odczucia można mieć przejeżdżając przez Iwkową, gdzie na małym pagórku, wśród cmentarnych nagrobków, znajduje się niepozorna drewniana budowla. Jedna z wielu, zwyczajna, oszalowana rzędem desek w brązowym kolorze. Badania dendrochronologiczne wskazują jednak, że drewno ścięte zostało na wybudowanie tej świątyni już ponad 500 lat temu. Stoi sobie więc ona już pięć wieków, cicho, skromnie, wysłuchując kilkanaście pokoleń. Modrzewiowy kościół p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, choć przez mieszkańców od lat nazywana Matką Boską ,,Kościółkową”. Miejsce to niesłusznie omijane, chociaż z wielu powodów wyjątkowe.

Przestępując próg warto schylić głowę pod portalem w kształcie jaskółczych ogonów, zamkniętych oślim grzbietem. Zachowane w swej pierwotnej postaci. Spotykałem podobne jedynie w największych perłach drewnianej architektury. Zawsze lubię dotknąć to wiekowe drewno, wypieszczone dłonią, zachwycające artyzmem. Gdyby móc przywołać z zaświatów postać wędrownego twórcy, który w każdym szczególe starał się oddać swój kunszt, pozostawić ducha czasu w jakim swe dzieła tworzył.

Od lat, na Szlaku drewnianej architektury Małopolski możemy liczyć na dyskretną pomoc Przewodników, mieszkańców okolicznych zabudowań, osób w znakomity sposób identyfikujących się z daną budowlą, jej historią, tajemnicami w nich ukrytymi, detalami o których nie przeczytamy w żadnej dostępnej publikacji. Warto przysiąść, zamienić kilka słów, poświęcić swój czas, podziękować też tym, którzy swój czas poświęcają nam. Myślę, że dobrze się stało, że za każdym razem w iwkowskiej świątyni trafiałem na rozstawione rusztowania. Nie mogąc bowiem przez powyższe utrudnienia rozstawić statywu z aparatem, uwagę swą kierowałem na drobne elementy, poszczególne maleńkie fragmenty całości. By nie zamknąć się jedynie w suchych faktach z trzech epok: gotyku, manieryzmu i baroku. Wielokrotnie bowiem przekonałem się, jak ulotna jest wiedza opierająca się na datach, nazwiskach, stylach czy fachowym nazewnictwie. Nadmiar danych wprowadza zazwyczaj zamieszanie, jakkolwiek barwnym słownictwem byłyby opiewane.

W tym miejscu ślę niskie ukłony  dla Pani Joanny oraz szczególnie dla Pana Romana, Ojca Pani Joanny. W sposób bowiem lekki, nierzadko z humorem, ale też z ogromną wrażliwością poświęcając swój czas, wyczulili mnie na detal, wyostrzyli uwagę, ukazując to co najczęściej umyka, pozostaje niezauważone, jakby w cieniu, mało istotne… Ileż to już razy, a ten przykład był dla mnie kolejny, który ukazał jak ważna jest rozmowa, ciekawość, zatrzymanie się. Okruchy w codzienności. Niby zwyczajne bycie, ale nic nie zastąpi dialogu. Dostrzeżenie drugiego człowieka… Różnorakie publikacje, ulotki, foldery, widokówki, opracowania, audio przewodniki… wszystko to pomocne, ułatwia, często przyspiesza, usprawnia. Ale skoro tuż obok stoi Człowiek, który czeka, uśmiecha się, wskazuje czasem już samym gestem, wzrokiem, dlaczego nie skorzystać? Wierzę, że niejednokrotnie w tym Kimś pozostawiamy cząstkę siebie. Każdy bowiem jest bogaty wewnętrznie, warto tym bogactwem dzielić się, wymieniać. Może tak jak we mnie pozostają wspomnienia różnorakich spotkań, rozmów, lekkich wymian zdań, tak może i w Kimś pozostawiam ślad, przywoływane miłe uczucie nawet po latach. Że tak się dzieje, wiem, doświadczam tego, czasem przykładami dzielę się na szerszym forum 😉

Ale powróćmy do iwkowskiego kościółka. Maleńki on, przytulny, przez postawione rusztowania wydał mi się tylko bardziej ciasny. Skoro bowiem nawet szkiełko z szerokim kątem nie mogło sobie odpowiednio radzić, to oznaka, żeby skupić się na tym co tuż… obok, na wyciągnięcie dłoni, w zasięgu   oka krótkowidza 😉

Próżno szukać w jakichkolwiek opracowaniach, choć później spotkałem się raz jeszcze z podobną praktyką. Otóż w wierzeniach ludowych zakorzeniony był zwyczaj przynoszenia do kościoła wyrwanych zębów i umieszczanie ich w szczelinach między drewnianymi belkami. Dawniej uważano, że obcinane paznokcie i włosy oraz wyrwane zęby należą wciąż do człowieka, dlatego zbierano w woreczku lub kieszeni paznokcie i po śmierci chowano razem ze zmarłą osobą.  Na Sąd Ostateczny człowiek miał stawić się wraz z nimi, a że Kościół w Iwkowej usytuowany jest na okalającym go cmentarzu, tradycja ta kultywowana była przed laty i w tym miejscu. Świątynia w Iwkowej nadgryziona zębem czasu z zębną niejako tradycją… Łatwo a może wcale też nie, wyobrazić sobie jak wyglądało przed stu, dwustu lub trzystu laty usunięcie bolącego zęba. Jakich używano narzędzi, z jakim bólem wiązała się ta czynność. Ludzie wierzyli niejednokrotnie, że poświęcenie i cierpienie  jest błogosławieństwem. Przecież to istotny element ziemskiego życia. Pewien francuski poeta Anatole France napisał przed laty: „Historię wszystkich ludzi można by streścić w trzech słowach: „narodzenie, cierpienie, śmierć”. W jakiś szczególny, trudny do wyrażenia sposób ten mały, drewniany kościółek w Iwkowej obejmuje, łączy, zamyka niewidzialną klamrą te wszystkie elementy. Drobny fragment, znany jedynie mieszkańcom i zapewne garstce turystów… Wspominając kilka chwil wcześniej o istocie dialogu, łatwo zobrazować sens tych słów.

Zwiedzając ten niezwykły  kościół warto podejść bliżej głównego ołtarza, by poznać jego fundatora, a mojego imiennika Błażeja Jasnowicza z żoną i dziećmi. Bogaty XVII wieczny sołtys Iwkowej z rodziną namalowany został na małych olejnych obrazkach umieszczonych pod dużym głównym obrazem ,,Kościółkowej Matuchny”. Fakt taki nie był często praktykowany, wręcz jest on rzadkością i wyróżnikiem. W innej opowieści postaram się pokazać podobny przypadek, tym razem spotkany przeze mnie na ziemiach Wielkopolski. Ołtarz powyższy ufundowany został w roku 1688, ponad 330 lat chronią go rzeźbione postacie św. Elżbiety i Maryi z wyciągniętymi ku sobie rękoma.

Kościół niezwykły, tajemniczy, bogaty w piękne polichromie, przez ostatnie 10 lat poddany został gruntownym renowacjom. Malowidła wzorowane na malarstwie niderlandzkim nigdy nie były przemalowywane. Na przestrzeni setek lat, zjawiska bardzo rzadkie, wręcz niespotykane. W swoich podróżach, tak wyjątkowych, niecodziennych wnętrz spotkałem jedynie kilka. Głównie w tych świątyniach, które zostały wpisane na listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Docierają do mnie głosy, że kolejną perłą na tej liście może być w nieodległym czasie właśnie ten niepozorny, skromny kościół cmentarny w Iwkowej.

Opuszczając ten maleńki kościół budzący prawdziwy zachwyt, przywołam słowa ks. Andrzeja Turka o innej świątyni, opuszczonej po wybudowaniu nowej: ,,Osiemnastowieczna świątynia w 2003 r., kiedy ukończono budowę nowego kościoła, przeszła na emeryturę. Budynek wyraźnie się skurczył. Wylatują spróchniałe zęby dachówek. Oczodoły okiennic zaciągnięte zmurszałymi powiekami desek. W środku przerażająca pustka zwielokrotniana przez półmrok. Stawiam stopy ostrożnie jakbym chodził po cmentarzysku, gdzie rozsypane są relikwie świętych. Z wyblakłych ścian zgasłym wzrokiem patrzą świątki o ledwie dostrzeganych rysach. Wnętrzności jakichś kabli, odpryski szkła, kopczyki gruzu jak strzępy pordzewiałych pacierzy…utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma chyba na świecie bardziej czystszych źródeł melancholii, aniżeli widok opuszczonej świątyni. Opuścili ją ludzie – czy także Bóg? Z sufitu kościoła spogląda ogromny Chrystus. Wiekowy, koronowany pyłem – przerażony? Widzi odłamki ławek, resztki ołtarzy i kościelnych sprzętów, odpadające tynki, kopułę, którą upuściła wyprowadzając się, chrzcielnica, dwa przyglądające się sobie konfesjonały, zdziwione niemotą, zasypane kurzem krynice miłosierdzia”

Są wśród nich takie, które trafiają do skansenów, są również takie, o których pisze Piotr Durak w ,,Świątyniach wygnanych” (polecam post w Czytelni) ale są też takie jak modrzewiowy kościół w Iwkowej, fundowany prawdopodobnie przez Jadwigę Łokietkową lub króla Władysława Łokietka, w cichej wiosce, na uboczu, który zachwyca artyzmem ludowych, często wędrownych twórców do dzisiejszego dnia.

Gorąco Polecam to niezwykłe Miejsce.

komentarze 4

  • D.

    Odpowiedz 9 maja 2019 20:10

    Uwielbiam z Tobą zwiedzać. Czuć zapach modrzewiowego drewna, wodzić palcami po śladach dłoni sprzed lat. Dziękuję za poświęcony czas. Za trud przekazania. Detale… Piękne. I tak bliskie. Dziękuję. D.

  • Piotr

    Odpowiedz 21 maja 2019 12:56

    Witaj błażeju . znowu pada deszcz i zapowiada się na lanie przez kolejne dni maja , maja takiego o którym ze trzy dekady temu kora śpiewała … zimny maj … ten jest taki własnie . w związku że nie znoszę takiej aury zwłaszcza w maju gdyż cały rok czekam na ciepły , słoneczny , przesiąknięty zapachem bzu maj zajrzałem kolejny raz do kraju na skraju ,( specjalnie ale nie złośliwie tak napisałem) i poczułem zapach starych drewnianych kościołów , przydrożnych kapliczek , których nigdy nie omijam jak napotkam je podczas wędrówki , lubię takie klimaty , a teraz nawet pomimo tego podającego deszczu zrobiło się u mnie ciepło i przyjemnie – fajnie napisane – nie nostalgiczno- melancholijnie . pozdrawiam .

Post a Reply to Piotr Cancel Reply