Sincos

W zaleznosci od kąta

Obraz test

PLENER Z CHEŁMOŃSKIM

Ach, jakiż to był Plener!!! Ileż dał mi przyjemności!!!

Podobno doznanie przyjemności jest czymś pospolitym. ,,Radość” jest ,,arystokratyczna” – gdyż tylko nieliczni ludzie potrafią być radośni i szczęśliwi. Oczywiście, że radość jest dla wszystkich, jednak większość zadowala się tym, co przyjemne, bo przyjemność można osiągnąć wprost!!!

No miałem tej przyjemności ogromnie wiele, prawdziwe to były pokłady 🙂

Tytułów ten wpis mógłby mieć równie wiele. Bo przecież rok 2026 jest rokiem szczególnym. W nim bowiem świętować będą niezwykłe Muzea 120-lecie obecności w naszym kraju. Już obrazek – wizytówka powinien rozwikłać tę zagadkę. Jak podaje Pan Jan Święch: ,,Założycielem pierwszego muzeum na wolnym powietrzu był szwedzki etnograf Artur Hazelius. W 1891 roku udostępnił on na wyspie Djurgarden w Sztokholmie ekspozycję zbudowaną na terenach po dawnym poligonie wojskowym. Znajdowały się tam szańce – w języku szwedzkim zwane ,,skansen”. ,,Skansenem” nazwał też Hazelius samo muzeum, które miało być apoteozą niezwykłości codziennej ludzkiej egzystencji oraz pokory człowieka w stosunku do otaczającego go naturalnego środowiska. ,,Skansen” Hazeliusa szybko znalazł naśladowców w większości państw europejskich, w Ameryce Północnej, Australii oraz Azji. Obecnie na świecie jest blisko dwa i pół tysiąca tego typu placówek muzealnych”.

,,Na terenach polskich ideę muzealnictwa na wolnym powietrzu jako pierwszy urzeczywistnił Izydor Gulgowski. W 1906 roku udostępnił on dla zwiedzających Muzeum Kaszubskie we wsi Wdzydze Kiszewskie”.

Dziś zapraszam jednak do Muzeum Wsi Lubelskiej. To taki ,,wnuczek” tego sprzed 120-tu laty,  bowiem Muzeum to założone zostało w roku 1960.  W nim to miałem przyjemność spędzić piękny dzień w towarzystwie znamienitym, czyli fotografów zrzeszonych w Stowarzyszeniu ,,Przeciw Nicości” im. Mieczysława Wielomskiego.

A że czas ten zbiegł się z Wystawą ,,Monachijczycy”, otworzoną w Muzeum Narodowym w Lublinie, prezentującą ponad 250 dzieł 67 artystów, w tym kluczowych prac Józefa Chełmońskiego, pozwoliłem sobie więc nazwisko naszego wielkiego Artysty w tytule wpisu szczególnie wyeksponować. Tym bardziej, że po przekroczeniu bramy Muzeum, co chwilę do uszu moich docierały głosy pełne zachwytów: ,,spójrz – to Chełmoński”,  ,,a popatrz tam – czysty Chełmoński” 😉

Zapraszam więc do oglądania Naszych prac. Zima to niezwykła pora roku. A skoro zima… pozwólcie, że ubogacę ten wpis słowami felietonu prof. Piotra Jaroszyńskiego pochodzącego z cyklu ,,Myśląc Ojczyzna”. Kiedy słuchałem ciepłego głosu Pana profesora 20 stycznia tego roku, nawet przez myśl mi nie przeszło, że po kilkunastu kolejnych dniach, słowa te połączę z obrazami napotkanymi w Muzeum Wsi Lubelskiej.  

Felieton prof. Piotra Jaroszyńskiego

,,Zima bywa dokuczliwa, ale każdy przyzna, że jest piękna. Czy to na łąkach, czy w lesie, czy na zamarzniętej tafli jeziora lub rzeki. Zwłaszcza, że przez kilka ostatnich lat, nie było prawdziwej zimy. Było za to szaro, buro, a więc nieciekawie. Wielu mistrzów pędzla potrafiło oddać uroki polskiej zimy, ale dwóch robiło to z niezwykłym oddaniem. To Julian Fałat i Józef Chełmoński. Ich zimowe motywy przenikały polską duszę do cna. Meandrująca, ciemnoniebieska rzeka w głębi śniegu, czy ośnieżone domostwo na odkrytym, bezkresnym polu, to świat, który jest ciągle naszym światem, jeśli tylko potrafimy skupić się, wyciszyć, podziwiać by dojrzeć cud polskiej ziemi”

,,Bo nawet te niewielkie gospodarstwa, są częścią naszego pejzażu. Pejzażu jakże subtelnego. Ciekawe – mając swojego ulubionego malarza, patrzymy nie tylko na jego dzieła, ale widzimy również przezeń świat jego oczyma. A ponieważ jego światem była Polska, to i nasza Polska jest Polską Chełmońskiego. On je malował dla kolejnych pokoleń, może dlatego malarstwo kosztowało tyle. Nie tylko wysiłku ale i cierpień. Cierpień, bo i Polska cierpiała„.

,,Ktoś napisał: ,,Jemu Polski zawsze było mało”. Jako malarz, posiadał niezwykle bystre oko, zdolne do uchwycenia wręcz migawek, których normalne oko na żywo nie widzi, a dopiero potem na obrazie stają się rzeczywiste. I te rozmaite odcienie śniegu. Inaczej w blasku słońca, a inaczej pod kopułą gwiaździstego nieba. O szarówce lub ciemną nocą, w słońcu lub pod chmurami. Oko chłonie bez końca, ciągle nienasycone.

Jakie było credo Chełmońskiego jako malarza – ,,Na czym urosłem, to się nie starzeje, wszystko co mam, z naszego dostałem nieba nade mną, a w uszy dziadowskie pieśni i odpustowe Matki Boskiej blaski, na oczy potem, co tylko pomyślę, to wszystko stamtąd poszło”.

,,Ale nie wszystko, był jeszcze rodzinny dom, na czele z wrażliwymi na sztukę Matką i Ojcem. I lektury wśród których królował ,,Pan Tadeusz”. Nie na półce, ale w sobie, na pamięć. I jeszcze taki obraz – Cisza nocna. Jest noc, ale widać jak po zaoranej roli, na tle uśpionej polskiej wioski idzie Anioł. Absolutna cisza i ten Anioł. Zanim wzejdzie słońce a wieś wróci do codziennych zajęć, ale On czuwa.

Warto uczyć się od Chełmońskiego polskości polskiego pejzażu, budzącego się polskiego narodu. Niech Oni na zawsze będą nasi„.

Chełmoński przeniósł bowiem na swoje obrazy wszystkie odruchy, popędy , impulsy, uczucia, marzenia, nostalgiczne lub rzewne zadumania, jakie w Polakach wywołuje widok rodzinnej ziemi i rodzinnego nieba, widok polskich deszczów i śniegów, świtów i zmierzchów, nocy i dni. Wyobraźnia jego ustawicznie grawitowała ku Polsce.

Cóż dodać… to jedynie fragment dnia… była to dla Nas czysta Przyjemność!!!

Dziękujemy całej Ekipie!!! I do zobaczenia na kolejnych ścieżkach fotograficznej przygody 🙂

I chociaż to nie ,,Czwórka”, też nie ,,Trójka” Chełmońskiego 🙂 to parka kasztanków była wspaniała, a podróż saniami na długo pozostanie w pamięci 🙂

komentarze 2

  • Lucyna

    Odpowiedz 3 marca 2026 20:39

    Dzień dobry Błażeju,
    dziękuję za wpis na Twoim blogu. Ja także mam same miłe skojarzenia zarówno z Chełmońskim jak i z naszym lubelskim plenerem. Przyznaję, że lubię zimę w malarstwie, lubię ją fotografować, ale także po prostu lubię tę porę roku o ile zima jest zimowa. W skansenie, dzięki temu, że o tej porze roku było niewielu zwiedzających, dobrze się fotografowało i po prostu spacerowało między tymi chatami. Ponieważ w skansenie są żywe zwierzęta, trochę to było miejscami surrealistyczne uczucie – słychać zwierzęta, a gospodarze zniknęli, dookoła biała pustka.
    Kulig oczywiście Fantastyczny.
    Pozdrawiam ciepło,
    Lucyna

Dodaj komentarz