Sincos

W zaleznosci od kąta

Obraz test

PO POCIESZENIE

W roku 1527 m.in. Ferdynand I koronował się w Pradze na króla Czech, wojska cesarza Karola V zdobyły i rozpoczęły plądrowanie Rzymu, nastąpił koniec klasycznego renesansu we Włoszech, Ferdynand I został koronowany na króla Węgier, nastąpiło wypędzenie Medyceuszy z Florencji.

W Polsce w tymże roku urodził się Olbracht Jagiellończyk – syn Zygmunta I Starego i Bony Sforzy, Jan Amor Tarnowski został mianowany przez króla Zygmunta Starego na hetmana wielkiego koronnego, wojska litewskie odniosły wielkie zwycięstwo pod Olszanicą, zabijając 40 tysięcy Tatarów i uwalniając 80 tysięcy wziętych w jasyr.

W tym samym roku 1527 w cichej wiosce na obszarze Pogórza Rożnowskiego, w dolinie Przydonickiego Potoku został wybudowany maleńki drewniany kościółek. Wykonano go  z drewna modrzewiowego w technologii zrębowej. Ta jednonawowa budowla do dziś dnia wydaje się maleńką szkatułką wypełnioną po brzegi cennymi skarbami. Bo przecież widoczna wieża dobudowana została dopiero po dwóch wiekach. Wcześniej cały kościółek mieścił się na niewielkiej połaci ziemi.

Pochylam głowę, przekraczam sędziwy próg, dotykam dłonią potężnej belki podpierającej krzywe ściany. Błądzę opuszkami między liniami papilarnymi wyrzeźbionymi przez czas i ludzi. Mam wrażenie, że nawet po pięciuset latach drewno wydziela nadal zapach żywicy, mchu i wiatru. Jestem oczarowany tym co czuję, co widzę.

We wnętrzu panuje półmrok, choć promienie słońca wdzierają się małymi okienkami i wszelakimi szczelinami, upalny dzień skutecznie pozostawiam za wiekowymi drzwiami. Cisza. Jakby wszystkie dźwięki świata pozostały na zewnątrz. Cienkie smużki światła przecinają nawę, błądzą nieśmiało, wkradając się przez kolorowe szkiełka w oknach, w ich świetle unoszą się drobinki kurzu. Ach, czy wiecie jak kurz pachnie?!?

Jak oddzielić, to co widzialne od tego co ulotne i eteryczne. Często łatwiej opowiedzieć niż to pokazać, zapisać na karcie pamięci.

Od samego wejścia wzrok mój przyciąga jasny ołtarz otulony późnorenesansową polichromią figuralną z XVI wieku. Składają się na nią cykle przedstawiające Mękę Pańską, legendę o św. Stanisławie Biskupie oraz postaci świętych.

W rokokowym ołtarzu Ona. Łagodna i uśmiechnięta. Z oblicza zarówno Matki Bożej jak też Dzieciątka bije spokój. I nie przeszkadza mi kompletnie, że to jedynie wierna kopia, że oryginał przeniesiony został do sanktuarium – murowanego kościoła – sto metrów dalej. Zachwycam się jakby to był ten sam, który jak głosi przekaz, podarowany został przez króla Jana III Sobieskiego wracającego po bitwie spod Wiednia grudniową porą roku 1683. Kiedy szedł z wojskami na południe z odsieczą Wiedniowi odwiedził podobno Przydonicę i modlił się w tutejszym drewnianym kościółku. Jako wotum za zwycięstwo podarował ten obraz wstępując powtórnie. W parafii znajduje się księga łask Matki Bożej, wizerunek otoczony jest kultem, przyciąga wielu pielgrzymów od lat. Jeśli ścieżki Wasze poprowadzą gdzieś w niedalekiej okolicy, koniecznie wstąpcie by spędzić chwile w modlitwie przed obliczem Matki Bożej Pocieszenia. Obraz ten, malowany na płótnie, w stylu barokowym pochodzi z pierwszej połowy XVII wieku. Czczony jest w tajemnicach Różańca Świętego i tajemnicy Pocieszenia.

Wystarczy przymknąć powieki by w wyobraźni namalować postać króla pochylającego głowę i wchodzącego przez wiekowe drzwi z wykrojem odrzwi w ośli grzbiet, z malowaną na drzwiach skośną kratą z rozetami na przecięciach,  napisem Paulus Carpentarius, i rok 1527.

Podczas pobytu w przydonickim kościele Król Sobieski modlił się przed innym niezwykłym wizerunkiem. Otóż w kościele tym znajdują się dwa gotyckie tryptyki, pełniące funkcje ołtarzy bocznych. Pierwszy z nich to piętnastowieczny tryptyk z przedstawieniem Matki Bożej Apokaliptycznej – ukoronowanej, obleczonej w Słońce, stojącej na półksiężycu, w prawej ręce trzymającej Dzieciątko, a w lewej kwiat lilii. Tryptyk ten pochodzi z wcześniejszego kościoła, który uległ spaleniu. Jako ciekawostkę dodam, że w XV wieku na Sądecczyźnie wytworzyła się pewna moda na tryptyki z wizerunkiem Madonny Apokaliptycznej. Cały ten cykl nazywa się Madonny Starosądeckie, a charakterystycznym znakiem jest to, iż na każdym z tych tryptyków Matka Boża w swej lewej dłoni trzyma coś innego. M.in. możemy spotkać wizerunek Madonny ze słonecznikiem, z gruszką, poziomką, jabłkiem, lub tak jak w wypadku przydonickiego tryptyku – lilią, symbolem czystości, dziewictwa i niepokalanego poczęcia. To jeden z najcenniejszych zabytków malarstwa tablicowego w Małopolsce, niezwykły przykład późnogotyckiej sztuki sakralnej.

Oprócz Matki Bożej w tryptyku przedstawione zostały wizerunki – po lewej stronie św. Katarzyna Aleksandryjska, po prawej św. Barbara. Na zamknięciu św. Salomea i św. Klara. W podstawie tryptyku – predelli – która pochodzi z XVI wieku czyli z okresu, kiedy budowano ten kościół, ukazane zostały postaci Pana Jezusa, Matki Bożej, św. Grzegorza Wielkiego papieża, Jana apostoła i św. Hieronima.

Gdy budowano kościół w Przydonicy, zlecono wykonanie tryptyku znajdującego się po prawej stronie. Pierwotnie jego miejsce miało być w głównym ołtarzu, ponieważ w początkowych latach istnienia, kościół był pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej, dlatego w całości został poświęcony jej historii.

Pomiędzy nawą a prezbiterium uwagę przykuwa łuk tęczowy z belką, na której umieszczono figurę Ukrzyżowanego Chrystusa oraz opłakujących Go: Matkę Bożą, Jana Ewangelistę i Marię Magdalenę. Grupa rzeźbiarska datowana jest na drugą połowę XVI wieku.

Polichromie znajdujące się nad wejściem bocznym przedstawiające Adama i Ewę, to najstarsze, nie odnawiane XVII wieczne dekoracje malarskie. Znakomity stan zachowania jest zasługą obrazów, które przez dziesiątki lat skutecznie zasłaniały je przed działaniem światła.

Maleńki kościółek drewniany w Przydonicy. W takim miejscu można powiedzieć, że piękno jest jednym z imion Boga, który człowiekowi stworzonemu na wzór i podobieństwo Boże, ten sam Bóg pozwala uczestniczyć w swoim własnym pięknie. Ludzie w sposób naturalny pragną piękna. Człowiek stworzony został z pragnieniem piękna i sam jest tym pragnieniem, gdyż jako ,,obraz Boży” i będąc z ,,rodu Bożego”, niejako ,,spokrewniony” jest z Bogiem, a w swoim podobieństwie człowiek ukazuje Boże piękno.

Doświadczenie estetyczne i doświadczenie religijne łączy podobieństwo. W obu przypadkach przyjmuje się postawę proszącą, błagalną. Doświadczenie estetyczne, jest bardzo bezpośrednie i cały czas rozwija się w czasie. Sztuka, posługując się elementami tego świata, objawia nam głębie praktycznie będącą nie do wyrażenia. Artysta malarz użycza swoich oczu i pozwala zobaczyć fragment, w którym obecne jest piękno. Piękno wychodzi do nas na spotkanie, staje się bliskie, zachwycające i pociągające serce i zmysły człowieka. Nie chodzi tu o jakieś złudzenie, nic nie dodajemy do rzeczywistości stworzonej, ale jesteśmy tą rzeczywistością ogarnięci.

Zapewne jeszcze wiele interesujących tajemnic skrywa ten mały kościółek, w przyszłym roku mieszkańcy Przydonicy świętować będą 500 lecie jego istnienia. Może to dobra okazja by już dziś, wiosenną lub letnią porą zaplanować swój czas i odwiedzić tę niezwykłą perłę drewnianej architektury. Kościół p.w. Matki Bożej Różańcowej to szczególne, urzekające i osobliwe miejsce.

I choć te słowa piszę na końcu, to pragnę wyrazić w nich swoją ogromną wdzięczność dla Pana Igora, 17 letniego, skromnego młodzieńca z nieczęsto spotykaną erudycją, wdziękiem i otwartością, który oprowadził mnie, pokazał, dzielił się wiedzą nierzadko wykraczającą poza obowiązki Przewodnika. Czynił to w sposób wysmakowany i zajmujący. Starannie i dyskretnie.

Dziękuję Panie Igorze!!!

komentarze 2

  • Lucyna

    Odpowiedz 7 kwietnia 2026 20:28

    Błażeju,
    jak zwykle z wielkim zainteresowaniem przeczytałam kolejny wpis na Twoim blogu. Twoje rozważania o pięknie – fenomenalne. Od lat powtarzam (nie pamiętam za kim), że piękno jest wartością, która ocala. Piękno jest także symbolem dobra i dlatego tak intensywnie zamienia się wartości estetyczne, bo wtedy łatwiej podmienić wartości etyczne. Te niewyobrażalnie szpetne kreskówki dla dzieci, rysunki w podręcznikach także są dla mnie w większości karykaturami rzeczywistości, epatowanie tym, co obsceniczne i wynaturzone i podawanie tego jako wyraz artystycznej ekspresji. Po prostu… fuj. Tę słynną maksymę łacińską, że „De gustibus non est disputandum” interpretujemy inaczej niż to czynili Starożytni. Oni po prostu nie dyskutowali o rzeczach oczywistych, a piękno mieściło się w pewnym kanonie, zdefiniowanym. Teraz wszyscy mają rację, wszystko jest relatywne, więc piękno, dobro i prawda także.
    Pozdrawiam,
    Lucyna

Post a Reply to Lucyna Cancel Reply