Sincos

W zaleznosci od kąta

Obraz test

PODARUNEK DLA ŚWIATA

Przed dwoma dniami miałem przyjemność brać udział w Ogólnopolskiej, Interdyscyplinarnej Konferencji Naukowej w 120 rocznicę urodzin poety, pisarza, dramaturga i tłumacza – Romana Brandstaettera.

Uwagę moją wówczas przykuł pewien cytat wielkiego tarnowianina: ,,Prawda o człowieku jest zawsze między rzeczywistością a legendą. Nigdy nie jest cała w legendzie i nigdy nie jest cała w rzeczywistości

Jakże trafne to słowa. I jak bardzo oddające inną wielką Postać – światowej sławy kompozytora, dyrygenta, pedagoga – Krzysztofa Pendereckiego.

Przed tygodniem, w gronie zaprzyjaźnionych fotografów z różnych zakątków Ojczyzny, było mi dane odbyć niezwykły spacer. Dotknąć Miejsca, które przez lata jawiło mi się jako niedostępne, wręcz zaczarowane. Miejsca, w pewien sposób bliskiego, z tytułu zamieszkiwania i pokonywania wielu dębickich ścieżek, jednak skutecznie przesłoniętego przed wzrokiem masywną, kutą bramą, ścianą roślinności. Kurtyną pewnej tajemnicy, za którą skrywa się Wielka Postać.

Tak było na początku obecnego stulecia, kiedy na rowerowym siodełku po raz pierwszy dotarłem do Lusławic. Tak było też w kilku kolejnych podróżach, kiedy przez szybę samochodu próbowałem dostrzec z odległości zarys Dworu, lub może nawet pomiędzy wiekowymi drzewami znajomą Postać.

Kiedy więc w ubiegłym roku, listopadową porą Kazimierz szepnął mi o planach na plener fotograficzny w Lusławicach – przystałem na to zaproszenie bez chwili wahania. Choć wówczas nie wiedziałem jeszcze, jak bardzo to Miejsce mnie zatrzyma. Oczaruje. Zachwyci.

Z nieukrywaną przyjemnością Zapraszam na krótki spacer. By po chwili zanurzyć się, przestąpić próg Dworu – życiowego i twórczego ustronia Krzysztofa Pendereckiego. Obywatela świata, który mógłby mieszkać w Nowym Jorku, Paryżu czy Wiedniu, a wybrał maleńką miejscowość na krańcach Polski.

Przekroczenie tej bramy, to jakby odbycie podróży w czasie. To przywołanie też wielu obrazów sprzed lat. Ufam, że ta pierwsza odsłona zapoczątkuje coś więcej. I będzie ich jeszcze przynajmniej kilka. Bo to i rozległy Park, wspaniałe Arboretum, a po drugiej stronie drogi Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Dzieło życia Mistrza, które jest niezwykłym Podarunkiem dla świata. Wszak żył i tworzył dla przyszłych pokoleń.

 
,,Popatrzmy na drzewo, ono nas uczy, że dzieło sztuki musi być podwójnie zakorzenione, w ziemi i w niebie…”
,, Wiadomo od dawna, że człowieka kształtuje kultura i natura miejsca, w którym przychodzi na świat i  miejsca, które wybiera na swój dom”
Gdy zobaczyłem Lusławice, poczułem, że jest to miejsce, jakiego szukałem (…) Byłem przekonany, że to jest to miejsce, gdzie chcę żyć”
,,Zbudować własny ogród tak jak buduje się w muzyce partyturę – dźwięk po dźwięku, akord po akordzie, strona po stronie. To był mój wymarzony cel”

Zapraszam do wnętrz. Z cytatami Wielkiego Polaka. O życiu, tworzeniu, pasjach, refleksjach z codzienności Krzysztofa Pendereckiego.  

„Mieszkać mogę wszędzie. Żyć – tylko w Lusławicach.”

,,Jestem hybrydą… Moja rodzina pochodzi z Kresów, babka ze strony ojca była Ormianką, natomiast dziadek Niemcem. Zawsze miałem na przykład pociąg do liturgii prawosławnej, z drugiej zaś strony fascynowała mnie kultura zachodnia (…)”

,,Gdyby nie Lusławice, nie mieszkałbym dziś w Polsce”

,,Twórczości nie ma bez samotności. Im dalej bowiem człowiek zapuszcza się w życie, tym bardziej staje się samotnikiem. Twórczość wymaga bowiem izolacji, wsłuchiwania się w samego siebie”

,,Kompozytor dźwiękami pisze swego rodzaju biografię – dokument siebie i czasów, w których przyszło mu żyć. Jest świadkiem i uczestnikiem wydarzeń, komentatorem i interpretatorem złożonej rzeczywistości”

,,Samotne chwile nad papierem nutowym to najważniejsze godziny w moim życiu. I spacery po parku, moim miejscu na ziemi”

,, Żyję intensywnie, jestem rygorystyczny w stosunku do siebie, zmuszam się, żeby napisać choć parę taktów dziennie”

,,Jak osiągnąć cel artystyczny w plątaninie dróg, w tym zamęcie, który jest naszym udziałem? Pocieszeniem może być świadomość, że labirynt – metafora naszego bytowania – jest zawsze połączeniem elementów irracjonalnych, nieobliczalnych i obliczalnych, nad którymi możemy zapanować. Tylko błądzenie, droga okrężna prowadzi do spełnienia”

,,Muzyka nie istnieje w próżni, jest integralną częścią kultury duchowo – humanistycznej, może nawet – jej symbolicznym centrum. Twórczość jest dialogiem – również z samym sobą. Łączy się z ciągłym poszukiwaniem, które winno być ważniejsze od punktu dojścia do celu. Tworzenie wymaga przekraczania siebie, autentyczności, a cisza jest ważna dla procesu twórczego”

W pierwszych słowach tego wpisu, przytoczyłem cytat Romana Brandstaettera. Bo jakże odnieść się czy napisać o kimś, kogo już nie ma wśród nas. ,,Prawda o Człowieku…” Z ogromną radością pozwalam sobie dołączyć felieton napisany przez Panią Jadwigę Kania – która pełni obowiązki Kuratora w Zespole Dworsko Parkowym w Lusławicach. Przed tygodniem, właśnie Pani Jadwiga oprowadzała naszą grupę po lusławickim Dworze. To była czysta przyjemność!!! Prawdziwa duchowa uczta. Tym większe więc moje spełnienie, że Pani Jadwiga wyraziła zgodę, by tekst ten mógł dopełnić niezwykły spacer w równie niezwykłym Miejscu. Serdecznie Dziękuję!!!

,,Tożsamość zapisana dźwiękami” – Jadwiga Kania (tekst pochodzi z MEAKULTURA.pl)

„Ars longa, vita brevis” – „Sztuka trwa, życie przemija”. Sentencja Hipokratesa wraca do mnie zawsze wtedy, gdy myślę o Krzysztofie Pendereckim. Myślę o nim nie jak o pomniku z brązu czy wielkim nazwisku z podręcznika, lecz jak o fascynującym człowieku, którego miałam szczęście znać. Człowieku, który od naszej pierwszej wspólnej chwili zburzył dystans, jaki zwykło się budować wobec wielkich postaci. Podczas pierwszego naszego spotkania uderzyła mnie jego serdeczność – prawdziwa, nienachalna, pozbawiona potrzeby imponowania. Był uważnym rozmówcą, ciekawym świata i ludzi, słuchającym z taką samą koncentracją, z jaką sam mówił. Ta ciekawość nie była pozą intelektualisty, lecz wypływała z głębokiej potrzeby rozumienia rzeczywistości. Towarzyszyła jej ogromna wiedza, noszona jednak lekko, bez cienia wyniosłości.

Dzisiejsze wspomnienie Mistrza koncentruję na tożsamości jego rozległego dziedzictwa. W fenomen spuścizny Krzysztofa Pendereckiego wnikają głęboko słowa ks. Józefa Tischnera: „Ten tylko trwa w historii, kto pokonuje czas tworzeniem własnej kultury. Ale własnej kultury nie tworzy się w próżni”. Twórca Pasji według św. Łukasza doskonale to rozumiał. Jego twórczość nie wyrastała z pustki ani z potrzeby oryginalności za wszelką cenę. Rodziła się z dialogu z tradycją europejską, historią Polski, doświadczeniem religijnym, naturą i przede wszystkim z drugim człowiekiem. Jego twórczość była głęboko zakorzeniona, a przez to uniwersalna i ponadczasowa.

Krzysztof Penderecki nie był kompozytorem „ładnych dźwięków”. Był raczej kimś w rodzaju kronikarza ludzkiej historii i człowieczego niepokoju. Nie interesowała go muzyka jako przyjemność czy ornament. Dźwiękami swoich dzieł stawiał pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi.

Kiedy w Trenie – Ofiarom Hiroszimy instrumenty smyczkowe brzęczą, piszczą, stukają i krzyczą, trudno udawać, że to tylko eksperyment brzmieniowy. To jest gest sprzeciwu, humanistyczny w najgłębszym sensie – po stronie człowieka, który cierpi, nawet jeśli historia dawno już zapisała kartę w pamiętniku dziejów. Czy zatem humanizm Krzysztofa Pendereckiego był wyłącznie krzykiem ludzkości? Uważam, że nie. Był raczej cierpliwy i uparty. Przejawiał się w konsekwentnym wracaniu do tematów granicznych: śmierci, winy, pamięci i sfery sacrum. Pasja według św. Łukasza, Polskie Requiem, Siedem bram Jerozolimy – to muzyczne rozmowy z historią, która wciąż domaga się wysłuchania. A jednak ten sam kompozytor, który potrafił zapisać dźwiękiem grozę XX wieku, uciekał, kiedy tylko mógł, do ciszy, do drzew, do umiłowanej przez siebie natury. W Lusławicach stworzył Arboretum, sadząc jakby równolegle do swojej twórczości muzycznej inne, bardziej cierpliwe dzieło. Drzewa rosły wolniej niż symfonie, ale trwać będą długo. I właśnie w lusławickim ogrodzie widzę najlepiej, kim był Krzysztof Penderecki: artystą świadomym przemijania, awangardzistą wsłuchanym w tradycję. Kimś, kto wiedział, że sens nie rodzi się w pośpiechu. Twórca rozumiał, że sztuka, jeśli ma przetrwać, musi pamiętać o swoich korzeniach – dosłownie i metaforycznie. Tak jak drzewo nie istnieje bez ziemi, tak sztuka nie istnieje bez człowieka i jego historii.

Dziedzictwo autora VIII Symfonii Pieśni przemijania posiada wyrazistą tożsamość, zakorzenioną w polskim doświadczeniu historycznym, a jednocześnie otwartą na uniwersalny wymiar sztuki. To muzyka, która prowadzi nas od awangardowych eksperymentów Polymorphii, Anaklasis, Fluorescencji, przez monumentalne dzieła sakralne, jak: Polskie Requiem, Raj utracony, Credo, Siedem bram Jerozolimy, po późniejsze kompozycje o bardziej klasycznym idiomie. Krzysztof Penderecki w swoich dźwiękach pozostawił świadectwo nieustannego dialogu z tradycją i współczesnością. To, myślę, jest właśnie sednem tożsamości jego dziedzictwa – świadomość ciągłości kultury. W jej zmienności Krzysztof Penderecki widział przecież stałość wartości – przekonanie, że muzyka może być nośnikiem pamięci, refleksji moralnej i duchowej głębi.

Dziedzictwo Mistrza wykracza daleko poza zapis nutowy. Jego twórczość stała się częścią światowego kanonu, a zarazem znakiem rozpoznawczym polskiej kultury na arenie międzynarodowej. Kompozytor pozostawił po sobie nie tylko dzieła, lecz także ideę artysty odpowiedzialnego za sens i ciężar historii.

„Vita brevis” – „Życie krótkie”. Krzysztof Penderecki odszedł ponad pięć lat temu, ale nie zamilkł. Jego muzyka wciąż przypomina, że sztuka jest formą pamięci. Kolejne wykonania jego kompozycji mówią o momentach w dziejach ludzkości, których nie wolno zagłuszyć, a głęboki humanizm Mistrza, zawarty w przesłaniach jego dzieł, przywołuje odwagę patrzenia w ciemność.

„Ars longa” – „Sztuka długa”. Czasem krzyczy. Często porusza do głębi, jak niedawne wykonanie Pasji w jego wymarzonym Europejskim Centrum Muzyki. Czasem milczy niczym uśpiony zimą ogród w Lusławicach. Ale trwa. I to wystarcza, by Krzysztof Penderecki wciąż był przy nas obecny – nie jako pomnik i legenda, lecz jako głos, w który wciąż warto się wsłuchać. Kończąc rozważania na temat wielowymiarowego dziedzictwa Krzysztofa Pendereckiego, wciąż mam w uszach jakże aktualne i oddające osobowość słowa artysty, mówiące o największym niebezpieczeństwie w twórczym zmaganiu się z wiecznością: „Codzienność, kiedy siada się nad niezapisaną kartą papieru. Są dwa typy artysty: taki, który maluje jeden obraz przez całe życie, inny – poszukujący. I z tym się identyfikuję”. Tu może warto podjąć kolejny temat – żelaznej pracowitości. Krzysztof Penderecki był przecież artystą systematycznej, niemal ascetycznej pracy. Komponowanie nie było dla niego aktem natchnienia, lecz codziennym obowiązkiem wobec samego siebie i wobec kultury, którą współtworzył. Jestem przekonana, że jego systematyczność miała w sobie coś z pracy ogrodnika – i nie jest to metafora przypadkowa. Tak jak w Lusławicach sadził drzewa, wiedząc, że nie wszystkie zobaczy w pełnej okazałości, tak samo komponował – z myślą o mnie, o Tobie i o tych, którzy przyjdą po nas.

Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego

W starym Dworze subtelnie czuje się ducha minionych wieków, wiosną więc odwiedzę to miejsce raz jeszcze, by tym razem odbyć spacer po Parku i ogrodzie, którego fragmenty kształtowane są według wzorów włoskiego renesansu, angielskich stylów swobodnych ale też sztuki Dalekiego Wschodu.

Serdecznie Dziękuję i Polecam to niezwykłe Miejsce!!!

komentarze 2

  • Lucyna

    Odpowiedz 31 stycznia 2026 23:33

    Drogi Błażeju,
    Cieszę się, że wróciłeś do swojej działalności literackiej i popularyzowania kultury. Także jestem pod wrażeniem Lusławic. Bywałam co prawda w bardziej imponujących dworach, dworkach i pałacach, ale Lusławice mają pewną przewagę… tam wciąż pachnie domem a nie muzeum. Dystans czasowy dzielący naszą wizytę od śmierci właścicieli jest niewielki, a w dodatku nasza pani kurator – Jadwiga Kania, która dobrze znała Mistrza, jeszcze bardziej to poczucie wzmocniła. Nie będę kłamać, że słucham muzyki Pendereckiego, ale mam świadomość, że to postać wielka, imponująca, znacząca w świecie muzyki. Ta krótka wizyta uświadomiła mi, że był to Człowiek, który nie zmarnował dnia ze swojego życia. Nie zmarnował talentów, licznych talentów. Ogromna dyscyplina, którą sam sobie narzucił, robi wrażenie. Dobrze, że współcześni to docenili, chociaż odniosłam wrażenie, że z dużą świadomością zbudował to centrum w Lusławicach jako swoisty pomnik dla siebie. Wyręczył ministrów kultury, którzy po jego śmierci zbieraliby się dziesięciolecia, żeby coś wymyślić innego poza „Ławeczką Pendereckiego” na Plantach w Krakowie.
    Do parku także chciałabym przyjechać wiosną.
    Pozdrawiam ciepło,
    Lucyna

Post a Reply to Lucyna Cancel Reply