Sincos

W zaleznosci od kąta

Obraz test

RZECZ O RZECE

Raptem przed tygodniem, znalazłem się w niezwykłym miejscu. Stary, opuszczony drewniany dom, figlarne i chytre sztachety, pochylające się ku sobie, jakby chciały obmówić przechodnia…a może obrażone, a może zarozumiałe?!? Podobny mostek – kładka, pełna fantazji i polotu, będąca zaprzeczeniem nudy. Leniwie unoszone wody rzeki. Błoga cisza. Prawdziwie oniryczny pejzaż. Jakby z sennego marzenia, sprzed dziesiątek lat słuchanej baśni. Czyjaś przed laty maleńka ojczyzna – dom, obejście, ogród, droga, łąka, pole, rzeka. Chylący się dzień. Ostatnie muśnięcia gasnących promieni słońca. A całość ta jakby oplatana pnączem, zamykana, odcinana od gwaru otaczającego świata, mknących nieopodal samochodów.

I już po powrocie do domu, spoglądam na wykonane przed tygodniem zdjęcia i wspomnieniem przenoszę się do lat dziecięcych. Do innej rzeki, nad którą przyszło mi spędzać czasem całe dnie. Rwący nurt, mnóstwo sporych kamieni, brzegi porośnięte kępami wikliny. Jakże pięknie o tych miejscach pisał Tadeusz Nowak. Urodzony w Sikorzycach, maleńkiej wiosce otoczonej wodami Wisły, Dunajca i potoku o nazwie Kisielina. Na świat przyszedł prawie równocześnie z moim Tatą, bo cóż znaczy dwadzieścia kilka dni różnicy. A i wioski ich miejsc urodzenia i zamieszkania dzieliło dokładnie 6 kilometrów. I pamiętam jak dziś, rok 1970, wówczas pierwszy raz trafiłem do Sikorzyc podczas ogromnej powodzi, kiedy wody Dunajca przerwały wały przeciwpowodziowe zalewając całkowicie tę małą miejscowość. Nie zapomnę tych widoków. Obserwowałem te obrazy ze wzniesienia. Wystające z wody pojedyncze dachy domów, czasem jedynie kominy. Zgromadzeni na tych dachach mieszkańcy, oczekujący na pomoc. Wojskowe amfibie przewożące uratowany dobytek, zwierzęta domowe i hodowlane. Niezwykła siła żywiołu.

I powracam wspomnieniem do postaci Tadeusza Nowaka oraz jego książek, których treści często utrzymane były w baśniowo – balladowej konwencji, a spośród nich szczególnie do opowiadania zatytułowanego: ,,Rzecz o rzece”. Bo choć dołączone zdjęcia pochodzą z podlaskiej ziemi, z wioski o nazwie Ancuty, to zawierają treści uniwersalne.

,,- Kto nie urodził się nad rzeką – mówił dziadek Jakub – nad wodą, ten nie wie, co to kołyska, co to lustro, nie wie też, co to jest życie. Bowiem rzeka, woda rozlana szeroko jest drugą, naturalną kołyską człowieka, nad którą nie tylko lepiej się śpi, zjada strawę codzienną i strawę weselną, ale również łatwiej się tańczy, wcześniej sprawia wesela, chrzciny i festyny. Rzeka, woda rozlana szeroko jest też naturalnym lustrem człowieka, w którym od prawieków nie tylko on, ale również wszystko, co żyje wokół niego i dla niego, przegląda się z upodobaniem. Dlatego ludzie żyjący nad rzeką, nad wodą ubierają się lepiej od ludzi żyjących w lesie, na bezkresnej równinie, w stepie. Dbają też o swój wygląd zewnętrzny. Częściej sięgają po brzytwę i po maszynkę do strzyżenia, dokładniej zaplatają warkocze i rozczesują je rogowym grzebieniem. Sprawdziłem to wielokrotnie. Zdarzało mi się spotykać ludzi bogatych, którzy mieli w domu wiele luster oprawionych w srebro, w złocone ramy, ale przecież nie dbali tak o ubiór, o wygląd zewnętrzny, jak ludzie urodzeni nad wodą, którzy oprócz niej innego lustra nigdy nie widzieli.

Trudno też powiedzieć, że ludzie urodzeni w lesie, w szerokim stepie, na bezwodnej równinie znają tak dobrze życie, jak ludzie urodzeni nad rzeką, nad wodą. Niby wiedzą o nim sporo i prawie to samo, co ludzie znad wody, znad rzeki, i życie ich bywa zacną strawą, ale jakby troszeczkę niedosoloną, bez pieprzu, bez liścia bobkowego, bez ząbka czosnku czy nawet najzwyklejszej pietruszki. Ledwie zaczniesz z nimi rozmawiać, ledwie trącisz się kielonkiem, a w trzy pacierze opowiedzą ci wszystko o sobie, o swojej rodzinie, gospodarce, dobytku. Żadnej tajemnicy, dykteryjki, chichotliwej przypowieści nie potrafią zachować na koniec rozmowy, żeby ją okrasić, umaić, spowodować, że ci się wydaje, iż dobrześ zrobił słuchając ich do końca i nie zdrzemnął się, nie zapatrzył w wędrującą po patyczku mrówkę, nie zapomniał się w rozmyślaniach swoich dusznych i nie przegapił tego najważniejszego węzełka, którym ich opowieść została związana.

Co innego, gdy się słucha ludzi urodzonych nad rzeką, nad wodą. Cedzą swoją opowieść z namysłem, statecznie, bez zbytecznego pośpiechu. I opowieść ich ma ręce i nogi i oddycha koło ciebie jak stworzenie żywe, jak istota sama z siebie myśląca, rozsądna, żyjąca życiem niezależnym, ustanawiająca swoje prawa i wedle tych praw postępująca.

Nie zdarzyło mi się też, żeby opowiedzieli więcej, niż przeżyli, niepotrzebnie zmyślali, próbowali zaokrąglić swoją opowieść do jabłka, do motka wełny, z którego wystaje tysiąc wątków. Jedna jest nić ich opowieści, jedna i jedyna, spleciona z tysięcy drobnych jak pajęczyna niteczek, z trawek wiosennych, piór ptasich pogubionych w locie.

Są ludzie, którzy całe swoje życie spędzili nad rzeką. Ledwie dziecko nauczyło się chodzić, odróżniać płot od kota, a kamień od wróbla, a już codziennie przychodziło bose nad rzekę. Przychodziło, otoczakami się bawiło i uczyło od niej spokoju, małomówności, pomyślunku wszelakiego istocie ludzkiej przynależnego. A jak dziecko podrosło, siedziało sobie nad rzeką milczące, wędkę wiklinową w nią zarzucało, i słuchało jak rzeka, matka nasza najstarsza, opowiada za niego, zwierza się kamyk po kamyku, piórko ptasie po piórku, listek po listku, ze swojego żywota odwiecznego rozlewającego się po równinie, z tego wszystkiego co widziała tydzień temu, dzień, parę godzin zaledwie, płynąc między wiklinowymi brzegami, na których stali ludzie, pasły się zwierzęta, spały wsie, rodziły się dzieci.

… Nad rzeką nie wolno pleść byle czego, trzeba siedzieć w milczeniu i przysłuchiwać się w milczeniu tej staruszce, która wykołysała tysiące dzieci na piaszczystym podołku, wyhuśtała na kolanach. Trzeba cierpliwie czekać, kiedy ona sama, z dobrej woli, nie przymuszana ani witką, ani przekleństwem, odsłoni swoje tajemnice i jak na wyciągniętej dłoni poda ci nagle swój gościniec.

Nie tak dawno stałem sobie nad rzeką i patrzyłem, jak woda w niej płynie, jak falują przy brzegu wodorosty, jak z tych wodorostów wypływają niby z dymu nie większe od wiklinowych liści ławice ryb. Pomyślałem sobie jeszcze, że przeze mnie też przepływa taka rzeka, a z niej, jak z dymu, wypływają co jakiś czas nasze dni przypominające to rybie drobiarstwo. Nie policzysz tego, nie nazwiesz, nie wiesz nawet, co one ci przyniosły, co się z nimi stało i co się jeszcze stanie, ale zdajesz się na rzekę, która w tobie płynie i która cię zaniesie tam, gdzie zaniosła twego ojca.

Rzeka jest jak kołyska i jak lustro, i jak życie najprawdziwsze. Niechże was kołysze. Przeglądajcie się w niej i milczcie, i nie płaczcie, bo rzeka płaczu i gadulstwa nie znosi.”

Ufam, iż będzie mi dane raz jeszcze odwiedzić to miejsce, by zasięgnąć informacji o tym, kto zamieszkiwał ten dom, jaki wpływ na codzienne życie tej osoby miała przepływająca w pobliżu Narew. By dopełnić ten wpis, by stał się on prawdziwą Baśnią o ludzkim istnieniu w cieniu przepływającej rzeki.

komentarze 2

  • M.

    Odpowiedz 3 maja 2025 13:14

    Dzień dobry,

    Błażej, mnie również to miejsce zachwyciło z tym starym mostkiem nad rzeką Narew i nieopodal starą chatą, na której jeszcze były z 2024 r. widoczne napisy kredą, oznaczenia Święta Objawienia Pańskiego Trzech Króli. A także jest to taka zagadka, którą warto rozwikłać i zasięgnąć języka u sąsiadów nieopodal mieszkających i może się to okazać całkiem ciekawa historia. To znak, że jeszcze w to miejsce trzeba wrócić.

    Pozdrawiam,
    Michał

Post a Reply to admin Cancel Reply